poniedziałek, 29 maja 2017

Refleksje po ukończeniu szkoły :)


Miałam co prawda o wiele częściej pisać - takie miałam założenie. Na pewno nie miało to być w porywach raz na miesiąc… :) Ale przez bieżący natłok wydarzeń, miałam trudność, by utrzymywać wytyczoną wcześniej konsekwencję. 
Za tydzień mam zakończenie roku szkolnego. Jak zauważyłam, wielu zaczęło już relaks, ja z kolei teraz zaczęłam intensywną pracę nad tekstami na egzaminy do szkoły aktorskiej. Jestem teraz u Babci i w sumie to w pewien sposób łączę wypoczynek z nauką. Tj. opalam się i uczę. Albo też uczę i opalam. Czasem coś z Babcią upiekę. A potem znów się opalam. W zmiennej kolejności. 

Miałam też ambicję, by poćwiczyć piosenki w tym czasie – ludową i kabaretową. W końcu, jak moje współlokatorki zdążyły się nieraz przekonać wieczorową porą, wybitną piosenkarką to ja nie jestem i trzeba mi pracować sporo nad tym, by coś z tego wyszło.
Niestety, wszelkie moje ambicje spaliły się prędko na panewce, bo znikąd dorwało mnie potężne zapalenie ucha. Akurat na weekend! A wiadomo, w weekend wychodząc z domu, to od razu człowiek potyka się o laryngologa. :)
Tymczasem odnoszę takie wrażenie, że to ucho z powodu opuchlizny nabiera takich gabarytów…. tak kolosalnych rozmiarów…. że zaraz się oderwie i zacznie żyć własnym życiem - pod osobnym nazwiskiem. Szkoda by było, bo przypuszczam, że jeszcze by mi się kiedyś tam przydało.

Przynajmniej maturę wreszcie mam za sobą. Myślę o niej optymistycznie, jestem dobrej myśli. Nawet egzaminy były dla mnie w pewien sposób przyjemne. Nie wiem po co panuje ta wszechobecna trwoga nad licealistami przez tak długi czas. Straszenie maturą zaczęło się chyba w 1 liceum, o ile nie wcześniej. Już chyba w szkole podstawowej zaczynałam się powolutku bać. Dla mnie to była niewyobrażalna abstrakcja. I jeszcze te podręczniki, repetytoria w księgarniach w hurtowych ilościach. Wyobrażałam sobie, że to musi być istny horror. Co prawda nie było mi lekko i przyjemnie uczyć się matematyki, ale też za taki horror tego nie uznaję… No dobra, może trochę. Może i nawet trochę bardzo. Ale na pewno nie taki jak z wyobrażeń. To było zupełnie nie tak, jak myślałam.
Może też w miarę gładko przeszło, ponieważ nie odczuwałam jakiegoś niezwykle stresującego klimatu. Miałam większe obawy miesiąc wcześniej, aniżeli kiedy nadszedł czas. Czułam się, jakbym przychodziła tylko na sprawdzian. 

 
Chodzę (właściwie to chodziłam) do szkoły, w której czułam  się trochę jak w domu. Wybrałam ją dwa lata temu i naprawdę nie żałuję - to była jedna z moich lepszych decyzji w życiu. Miałam świetną klasę oraz nauczycieli z pasją. Kiedy do niej doszłam, wiele rzeczy stanowiło dla mnie ogromne zaskoczenie. Uczniowie otrzymali sporo udogodnień. Chociażby 40 minut lekcji zamiast 45. Możliwość zrobienia sobie herbaty. Kanapy na korytarzu :) Muzyka na przerwach. BRAK DZWONKÓW! Odczuwałam jakiś taki luz. Co nie znaczyło, że nie trzeba było się uczyć. Po prostu nie czułam tej szkolnej presji i chodziłam tam z przyjemnością.
Miły był dla mnie również fakt, iż kończąc lekcje z danym nauczycielem (tuż przed maturą), zostaliśmy inaczej pożegnani. Np. wchodząc raz do klasy od historii, zobaczyliśmy cały stół zastawiony ładnymi dekoracjami i smakołykami. No to się wycofaliśmy, myśląc, że pewnie to dla jakiejś rady pedagogicznej. A pani zawołała i powiedziała: ,,Przecież to dla was!".
Z kolei Pani od WOSu podarowała nam wytyczne na dalszą drogę życia. :)


Poza tym, jak to miało miejsce w poprzednich szkołach, tutaj nigdy nie usłyszałam hasła: ,,Jesteście najgorszą klasą w szkole”. Wręcz przeciwnie. Nikt tu nikogo nie porównywał, nauczyciele w większości traktowali nas jak równych sobie, wykazywali się sporą cierpliwością i zrozumieniem. Miało to też wpływ na mnie samą. Trochę bardziej się otworzyłam. 


Oczywiście nie piszę tutaj za wszystkich uczniów, na pewno jednym się ta szkoła bardziej podoba, a innym mniej. Jednakże takie są moje osobiste odczucia. Wiadomo - raz bywało lepiej, raz gorzej - jak to zawsze. Ale te ,,gorsze" momenty właściwie już mi się powoli wymazują z pamięci, bo były mało znaczące. A za parę lat (mając skłonności do sentymentalności) zapewne wcale nie będę takowych pamiętać albo staną się na przekór czymś co można wspominać z uśmiechem.

 


4 komentarze:

  1. dobrze, że tak miło wspominasz swoją szkołę :) życzę powrotu do zdrowia- zapalenie ucha to nic przyjemnego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Oj nie, nie, nieprzyjemne bardzo, chodzi się po ścianach. Ale antybiotyki zdziałały już cuda :)

      Usuń