środa, 31 maja 2017

Co mnie wkurza u współczesnych czytelników?

Ostatnio coraz częściej dostrzegam pewną tendencję społeczną, która wydaje się być drobną błahostką - i pewnie takową jest. Jednak mogę powiedzieć, że jestem pasjonatką obserwowania ludzi - uwielbiam to robić, nieraz i zbyt dogłębnie. W związku z tym, zdarza mi się niejednokrotnie wychwytywać pewne niuanse w charakterach i zachowaniach, które mimo swej ,,drobności", potrafią mnie doprowadzić wewnętrznie do szału w pięć sekund (albo też poprawić nastrój - różnie się zdarza :) ).

Wczoraj przeglądałam blogi i przeczytałam ciekawy post na stronie: https://mocnosubiektywna.wordpress.com. Autorka napisała, że nie należy oceniać ludzi po tym co czytają. No i w sumie ma rację. Mnie samą momentalnie odpychają osoby, które z niewiadomych powodów mają niesamowicie wybujałe ego :) Jednak ja nie chcę w tym poście iść w tę stronę, tylko w nieco inną. 

Może wydawać się to dziwne, mam czasami takie wrażenie (być może to nie wrażenie, a prawda), że tylko ja mam te dziwne fanaberie i denerwuję się na głupoty. No ale po prostu MUSZĘ to z siebie wyrzucić. Wiecie pewnie jak to jest - coś się w sobie głęboko dusi, toto wtedy nie ma żadnego ujścia, kumuluje się.... a na starość pewnie będą bóle w krzyżach, w piętach, w łokciach itd. Tak to podobno jest. Więc nie będę ryzykować, nie? :)
Zatem napiszę od razu. Co mnie tak boli? A chodzi mi o taką skłonność ludzką do niesamowitego wyolbrzymiania i dodawania splendoru prostej czynności, jaką jest czytanie.

Na swojej drodze coraz częściej spotykam ludzi, którzy czytają nawet tę mało podniosłą literaturę i rozpowiadają o tym naokoło, jakby to miało im w jakiś sposób podwyższyć rangę społeczną. Dlaczego? Bo inni przecież w tych czasach nie czytają. A guzik prawda!
(Uprzedzam od razu, że absolutnie nie chcę krytykować czytania tzw. książek ,,odmóżdżających” – zwyczajnie przyjemnych i relaksacyjnych. Ile ja ich mam na swoim koncie, tego nie zliczę. Czasem były to tak głupie romanse, że głowa mała. Jednak większość z nas potrzebuje raz na jakiś czas wrzucić po prostu na luz i nikomu nic do tego. :) )
Ja czytam głównie dla własnej przyjemności czy poszerzenia wiedzy na jakiś temat… jednakże nie czynię z tego w międzyczasie czynności nadzwyczajnej i nie rozpływam się nad sobą – jaka to nie jestem genialna i absolutnie wspaniała. Raz czytam ambitniej, raz mniej, ale kogo to obchodzi?


Mam nieraz takich rozmówców, którzy namiętnie wyskakują mi z postawą: ,,Jestem młody/a, a czytam - to takie niezwykłe”. Właściwie, to nawet i nieraz czytam więcej i ambitniej od moich rozmówców, jednak oni będą się w tej kwestii tak umiejętnie obnosić i przechwalać (a chociażby pozycjami z serii ,,50 twarzy Grey’a”, jakimiś młodzieżówkami, harlekinami…), że czuję się… jakaś taka zgnieciona. I w pewnym sensie może nawet gorsza. Haha, ci ludzie stanowią przykład idealnej autoreklamy... :)
A ja się z nimi nie kłócę. I nie zamierzam. Nie lubię się obnosić z takimi sprawami. Jak napisałam wcześniej: Czytam, bo lubię! A nie w celu udowodnienia czegoś innym. I nie czuję się przez to jakaś niesamowicie wyjątkowa. Tylko nadal normalna. :)

 

No i tak właśnie z każdej strony napływa do mnie dużo narzekania na dzisiejszą młodzież. Kiedy to słyszę, krew mnie zalewa. Mam wrażenie, że ludzie, którzy wypowiadają te słowa, muszą żyć w bardzo, bardzo zamkniętym środowisku. I nie chodzi tu jedynie o osoby starsze. Takich to jeszcze jako tako można zrozumieć. Mają jakieś swoje niezbite opinie na różne tematy, przeżyli swoje lata i już czasem nie ma co dyskutować. Po prostu należy się z tym pogodzić.
Ale dlaczego, proszę, niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego MŁODZIEŻ ma taką skłonność do częstego narzekania na MŁODZIEŻ? Co chwilę gdzieś słyszę słowa powtarzane jak mantrę: ,,Bo dzisiejsza młodzież to nic nie czyta", ,,Bo dzisiejsza młodzież jest rozleniwiona i nieambitna", ,,Komputery robią sieczkę z mózgu". No oczywiście, że tak. Ale komputery, tablety i inne wynalazki to przecież tylko narzędzia (łyżką można jeść… a także wydłubać sobie oko :) ). Można za ich pomocą tworzyć cuda, ale również zarywać noce na monotonnym lasowaniu swojego mózgu. Każdy ma swój własny wybór, prawda?
Pragnę zaznaczyć, że w tej kwestii nic się nie zmieniło. Zawsze byli ludzie bardziej i mniej ambitni… Dawniej również nie każdy człowiek był alfą i omegą, a komputerów jeszcze nie było.
To jest dla mnie okropna bzdura, ta cała burza, że dzisiejsza młodzież jest gorsza od tej z minionych czasów. Przecież to nie jest tak, iż każdy bez wyjątków się na tyle topi w nowoczesnej technologii, że świata poza nią nie widzi. Sama wiele razy miałam okazję wyjeżdżać na różne konkursy, obozy tematyczne - związane z recytacją, aktorstwem, psychologią czy pisarstwem. Spotykałam się tam najczęściej z ludźmi niezwykłymi, ambitnymi, inteligentnymi i obytymi, z którymi nierzadko można  porozmawiać wręcz na wszystkie tematy. Szczerze mówiąc, właściwie to nawet nie muszę tak głęboko szukać. Również we własnej szkole miałam pełno takich osób, choć nie wszystkich nas łączyły identyczne zamiłowania.
I tutaj właśnie dodam, że czytanie wcale nie zanika. Czytanie samo w sobie zdaje się być wręcz popularniejsze, niż kiedyś. Można narzekać, że młodzi siedzą z komórkami, ale przecież w nich też czytają. Nie tylko e-booki, ale na przykład wiadomości, blogi, poradniki i pełno innych treści… Wiadomo – nie wszyscy. Niektórzy tylko grają. Ale tak jak wspomniałam wcześniej - świat zawsze dzielił się na tych bardziej i na tych mniej ambitnych. To naprawdę się nie zmienia.
A kiedy próbuję policzyć ilość członków grup czytelniczych na ,,Facebookach”, ,,Instagramach”… albo dostrzegam błądzący gdzieś w blogosferze milion setny blog młodej osoby, która wstawia recenzje literackie… to po prostu nie wiem w jakim ja świecie żyję, iż żadnego zaniku pasji czytelniczej nie dostrzegam. Jestem zbyt optymistyczna? Nie wiem. Ja tam widzę, że do Empików, Matrasów i innych księgarni regularnie chodzi pełno młodych osób. Niestety, po prostu nie wszystkich stać na kupno nowinek rynkowych – często bardzo ciekawych, lecz zbyt drogich. A mało bibliotek ma możliwości finansowe na zakup aktualności. I rówieśnicy na każdym kroku powtarzają: ,,pod Choinkę,  na Wielkanoc, na urodziny nie chcę nic innego, jak tylko książkę.”
I świetnie!
Czytanie bowiem wiąże się z nieustannym poszerzaniem horyzontów i ma cały szereg innych zalet. Ale też niech się z tego nie robi zajęcia ,,elitarnego”, bo w moim odczuciu…. komicznie wychodzi.
Po co sztucznie nadmuchiwać sobie poczucie własnej wartości, kiedy jest na to wiele innych sposobów, bardziej naturalnych i pogodnych? :)

1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń