wtorek, 25 kwietnia 2017

Psychotest


Ostatnio ciągle coś się dzieje i na nic nie mam czasu, czasem nawet na chwilowe zebranie myśli. Staram się co wieczór przed snem zebrać pozytywne wspomnienia, myśli i tak ze sobą porozmawiać. No nie udaje się. Myśli bezwiednie kręcą się po mojej głowie (żyją swoim życiem) i jakoś nie umiem ich uporządkować.
Może to nawet nie sam brak czasu jest powodem, tylko jakieś takie nieogarnięcie i robienie wszystkiego naraz. Bo już sama nie wiem za co lepiej się zabrać. 

Mimo, że maturę mam za półtora tygodnia, wbrew pozorom przydarzają mi się jeszcze w życiu i miłe sytuacje. :) Jakoś dwa tygodnie temu pojechałam drugi raz do Bolesławowa na Konkurs Prozy i Poezji Jana Pawła II z bursy. Lubię ten konkurs. Znalazłam prozę, która bardzo do mnie dotarła i faktycznie miałam ochotę ją przekazać. Poza tym, to nie jest sam konkurs, są również warsztaty aktorskie, na których się wszyscy integrujemy, bawimy się, robimy jakieś ćwiczenia, scenki. Mam i z tego, i z poprzedniego roku przyjemne wspomnienia.

Zajęłam 2 miejsce i bardzo, bardzo, bardzo się z tego powodu ucieszyłam. W zeszłym roku miałam taką sytuację, że zapomniałam tekstu. Szczerze mówiąc, już myślałam, iż w tym roku też zapomnę. Ile razy w życiu zapomniałam tekstu, to na palcach jednej ręki nie zliczę. To moja największa zmora dotycząca występów. Póki tekst nie siedzi głęboko w głowie, a wręcz w podświadomości – zawsze jest spore ryzyko, że w stresie zapomnę. A nie w każdej sytuacji umiem zgrabnie zaimprowizować i wymyślić coś dobrego na poczekaniu. U mnie to raczej wygląda tak, że kiedy już nic w głowie nie znajdę i odczuję zupełną pustkę... zaczynam na cały głos rechotać. No i jak można się domyślić – lekko mnie to zdradza.
Tym razem na szczęście przy tej pustce przy końcu, ominęłam linijkę, pozmieniałam parę słów… i co prawda ktoś to zauważył… Ale co tam! Ważne, że dociągnęłam do końca. :)

W ten weekend zaś odbyły się wojewódzkie eliminacje Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego w Gdyni. W zeszłym roku brałam udział w kategorii ,,wywiedzione ze słowa”, ale że nie jestem w stanie zrozumieć o co w niej właściwie chodzi i praktycznie nikt nie do końca rozumie – w tym roku w pewnym sensie poszłam na łatwiznę i po prostu wybrałam ,,teatr jednego aktora”. Nie musiałam się już martwić ograniczoną ilością rekwizytów ani przymusem wyrywaniem słów z kontekstu. Jedynie musiałam grać zamiast 10 minut, około 30. Przerobiłam tekst Marty Grzechowiak ,,Psychotest” , który już wcześniej wystawiałam, ale z partnerem. Teraz zmieniłam na jednoosobowy. Złamałam czwartą ścianę i zwracałam się do publiczności. Zamiast do ,,Jacka”, do ,,złodziei”. Moja bohaterka była upita. I chora na HIV przez tatuaż.
Sporo sobie prób zrobiłam. Mam szczęście, że współlokatorki zawsze cierpliwie wysłuchują moich wyczynów, a nawet dokumentują :).... Wyglądało to mniej więcej tak:



Zawsze się stresuję przed występem. To nie jest coś nad czym panuję. Ta adrenalina występuje raczej instynktownie, a do tego dochodzą lęki – czy publiczność w ogóle mnie zrozumie. Moje emocje zawsze też łączą się z ogromnym podekscytowaniem. Zazwyczaj chwilę przed wyjściem, jednak tym razem przez cały weekend. Ciągle intensywnie myślałam, strasznie szybko mówiłam, mało spałam (miałam górnolotne, ambitne plany spania 8h, jakoś wyszło, że 5), trzęsłam się i prawie sama siebie zjadłam. Serio. Jakaś nerwica. A kiedy zauważyłam, że zapatrzona w czyjś występ, bezmyślnie pogryzłam cały plastikowy kubek i jakąś różę (!!!), którą ktoś rzucił, szybko poszłam do łazienki przebrać się, potańczyć i pośpiewać w samotności do lustra. Jakkolwiek by to nie brzmiało - pomogło.
Miałam występ po przerwie. Położyłam się na moich pufach na scenie, żeby być gotową, zanim wejdzie publiczność. Myślałam, że to potrwa jeszcze około 5 minut. A leżałam tam chyba z pół godziny. Przez to oczekiwanie TAK MI SERCE WALIŁO, że prawie oszalałam. Ostatnio podobnie się czułam kiedy pielęgniarki mnie wiozły na operację kolana.  
Kiedy usłyszałam kroki ludzi, prawie umarłam. Ale jak już zaczęłam mówić, wszystko ze mnie zeszło i zupełnie się przestałam stresować.

Zdjęcia z MDKu. Przepraszam za jakość. :)

Zdobyłam wyróżnienie. W sumie nawet jakoś szczególnie to nie liczyłam na nagrodę, w tym roku było dużo konkurencji i to na wysokim poziomie. Pojechałam bardziej dla praktyki i zabawy. Co do występu, czułam się rewelacyjnie. Pierwszy raz wystawiałam monodram, ale było to wspaniałe doświadczenie. Zwłaszcza, że udało mi się nawiązać kontakt z publicznością i cały czas otrzymywałam jakąś reakcję zwrotną. Zrozumiano przekaz, a dodatkowo rozbawiłam ileś tam osób. To dla mnie bardzo ważne. Tylko miałam małą wpadkę, kiedy odkładałam telefon (który służył jako rekwizyt), tak nim machnęłam, że włączyła się Ania Dąbrowska z jakąś piosenką. Przestraszyłam się, ale szybko ściszyłam i nikt nie usłyszał. Chyba.
Najzabawniejsze jest to, że mieszkałam w tym samym pokoju w hostelu, a do tego spałam w tym samym łóżku co w zeszłym roku. Byłam z koleżanką. Koleżanka brała udział w recytacji. Trochę w nocy pochodziłyśmy po Gdyni, a kiedy dojechała Jej przyjaciółka ze znajomym – pojechaliśmy do Gdańska i np. w ramach przygody weszliśmy na najwyższy punkt widokowy. Widoki były świetne. Jednak podczas wchodzenia czułam się jakbym co najmniej robiła któryś z treningów Mel B. Dodam, że w hostelu mieszkałyśmy na samej górze, było 107 schodów (policzyłyśmy sobie, a co tam) i chyba tyle samo razy miałam okazję się po nich przejść w górę i w dół.


2 komentarze:

  1. Było świetnie! ^^ Tylko szkoda, że nastąpiło małe spóźnienie z mojej strony :/
    A tak swoją drogą to myślałam o innym zdj. ;D Ale liczy się że jest!

    OdpowiedzUsuń