wtorek, 14 lutego 2017

Casting

Dzisiaj wystąpiłam drugi raz w spektaklu pt. ,,Casting” wg sztuki Lutz Hübner'a. Jest on o trzech dziewczynach zaproszonych przez telewizję do prowadzenia programu p.t. CREEPS, które muszą jeszcze przejść finałowy casting.
Za pierwszym razem wystawiliśmy w sobotę . Zarówno wtedy jak i teraz, naprawdę mi się podobało. Sztuka moim zdaniem ma fajny zamysł. Nie podobał nam się jedynie język, jakim został napisany, bowiem scenariusz powstał chyba z 20 lat temu po niemiecku. No i trafiały się czasem perełki w stylu: ,,Pewnie na rave’a jeździsz do Zagłębia Węglowego”. Nasz mentor nie zgodził się na większe przeróbki, więc daliśmy z siebie wszystko, aby to jakoś zamaskować wizualizacją, jak najlepszą - na nasze umiejętności - grą aktorską oraz dodatkowymi efektami. Cieszę się, że dostałam właśnie tę postać jaką dostałam. Była moim przeciwieństwem i mogłam sprawdzić jak to jest zagrać osobę kompletnie inną od siebie. A moim największym wyzwaniem okazało się... palenie papierosów, których osobiście nie cierpię!
Jestem dumna z tego co stworzyliśmy przez te 2 lata. Niewiarygodne, że pracowaliśmy nad tym tyle czasu, a występ odbył się tylko dwa razy. Ale to nic. Naprawdę było warto. Przecież same próby były świetną zabawą i przyjemną odskocznią od życia codziennego. A występy w MDKu ogromnie mnie cieszą. Niby Człuchów to skromne miasteczko, ale moim zdaniem scena jest rewelacyjna. Nasz MDK ogólnie w moim odbiorze przypomina taki stary teatr. Uwielbiam tam być.
Każdy występ daje mi niesamowitą dawkę energii. To jest nie do opisania co czuję przed i po. Dzisiaj przed występem, obudziłam się taka szczęśliwa! Jeszcze do tego ta piękna pogoda! Pomyślałam sobie, że mam w perspektywie dnia występ i zaczynałam się czuć zupełnie tak, jakbym się zakochała.
Sprawia mi radość wszystko co jest z tym związane. Charakteryzacja, zbieranie rekwizytów, próba generalna. 
Najdziwniejsze mam wrażenia przed wyjściem na scenę. Kiedy mam czekać na swoją kolej, czas się dłuży niemiłosiernie. Mam straszny mętlik w głowie i wyjątkowo podskakuje mi adrenalina. Mam ochotę krzyczeć, tańczyć i cała się trzęsę. Kiedy jednak już tam wejdę, stres ze mnie powoli schodzi, zaczynam się oswajać ze sceną (NO CHYBA, ŻE NIE PAMIĘTAM TEKSTU – wtedy to już inna bajka :) ).
A kiedy nadejdzie koniec, trochę czuję się jakbym skoczyła na bungee. I znowu zaczynam się trząść. I dużo mówić.
Wraz z dawką tej pozytywnej energii, która do mnie przybywa, zaczynam zawsze czuć jeszcze dobitniej, że to na pewno jest to co bym chciała robić w przyszłości. Nie widzę dla siebie innej drogi. To jest moje największe marzenie życia, by pracować tak na stałe w teatrze.






















2 komentarze: