niedziela, 1 stycznia 2017

No i po Świętach.



Nadszedł Nowy Rok. Niekoniecznie wyczekiwałam go z ekscytacją. Bynajmniej nie z jej nadmiarem. A może jednak? To skomplikowane. Z jednej strony w 2017r. czeka mnie matura, egzaminy do szkół aktorskich, wkroczenie na nową ścieżkę życia. I naturalnie trochę się boję, w końcu to z góry zobowiązuje do wykroczenia poza strefę komfortu. Z drugiej strony, towarzyszy mi jednak mimo wszystko pewne podekscytowanie. Zwłaszcza kiedy sobie wyobrażam jakby było wspaniale, gdyby się tak wszystko potoczyło zgodnie z planem. Rzadko kiedy jest wszystko idealnie zgodnie z planem, ale przecież Wszechświat nie zamierza mnie zamęczyć, a nawet jeśli, to tylko po to, aby potem było lepiej. I wierzę, że to będzie udany rok!

Święta spędziliśmy w gronie rodzinnym, było bardzo miło. Skorzystałam z czasu, który był mi dany i przeczytałam nareszcie ,,Przeminęło z wiatrem” (i nie tylko), które odkładałam sobie ze 100 lat. Baaardzo mi się podobało. Może i Scarlett była niedojrzała emocjonalnie i denerwująco próżna, ale przez cały czas zachwycałam się nad jej niezłomnością. Miałam dużo refleksji, ale to temat rzeka.



Kiedy myślę o Świętach, nasuwa mi się jak moja bohaterka książki je spędziła w drugiej części. Ja w ogóle często myślę o Toli. O innych bohaterach również. Czasami potrafią mi się nawet przyśnić w porywach. :)

Na Święta Tola pojechała z rodzicami i rodzeństwem do ukochanej babci Petroneli (zwanej pieszczotliwie Nelcią). W czasie wieczerzy wystąpił jednak mały problem.

24.12.12r.
03:32
O 19:00 zaczęliśmy Wigilię u Nelci. […] gdzieś około 20:00 bodajże… do mamy dzwoni b. Ludmiła i mówi:
 - Witam cię córko. Nie chcę nic mówić… lecz zaczęła się pora na ucztę wigilijną, a was wciąż tu nie ma. Cóż… nie chcecie… to tam zostańcie… Wiesz… nikt cię nie zmusza, abyś odwiedziła twoją starą, zmęczoną życiem, schorowaną matkę, którą odwiedzasz z rodziną raz na ruski rok…
Szybko się zapakowaliśmy do auta i wyruszyliśmy do b. Ludmiły, która mieszka 15 km dalej.

03:40
U babci Ludmiły siedziała cała rodzina od strony mamy. Usiedliśmy do stołu I WTEDY SIĘ ZACZĘŁO GLĘDZENIE! A bo to ta Nelcia jest wredna, a bo to ona jest zła, okrutna, anormalna, arogancka, jędzowata itd. Kątem oka obserwowałam tatę. Był zupełnie zażenowany. […]. Po godzinie zaczął nas namawiać, abyśmy pojechali z powrotem do Nelci.

04:06
Wróciliśmy do Nelci. Ledwo posiedzieliśmy 15 minut, rozpakowaliśmy prezenty, zjedliśmy grzybową, znów słyszymy telefon. A kto to taki? No oczywiście, że kochana babunia:
 - Gdzie was poniosło? Ileż to można przebywać u tej nieludzkiej kobiety?! Oczekuję was u siebie.
Spakowaliśmy więc manatki i wyruszyliśmy do niej ku niezadowoleniu ojca.

04:20
 - No moi drodzy, jeszcze jednego pierożka. Jeszcze jeden kawałeczek ciasta. Nie zaszkodzi wam… Co? Nie chcecie? Aha… czyli już się zdążyliście najeść u… u niej. – Takimi tekstami w kółko nas faszerowała b. Ludmiła.
Zaczęłam mieć tego dość. Rodzice również. Po pół godzinie wylądowaliśmy ponownie w aucie. Tym razem nie kierowaliśmy się już do żadnej babci, tylko do domu. Niestety, w drodze Nata się skapnęła, że zostawiła lalkę u b. Ludmiły. Nie chcieliśmy wracać, lecz wpadła w straszną histerię: przybierała nienaturalne pozy (niczym Emily Rose), kopała stopami w okno, lizała wszystkich po twarzy… więc musieliśmy się cofnąć. Na miejscu wepchnięto w nas jeszcze ciasto, jakieś herbatniki i dopiero wtedy mogliśmy zacząć ostrożnie kierować się ku wyjściu.

25.12.12r.
16:00
[…] Rozmawiałam dziś z Nelcią przez telefon i zaczęłam ją wypytywać o powód kłótni. Okazało się, że pokłóciły się o… faceta! Dokładniej - o fordansera. Na potańcówce w sanatorium, poprosił Nelcię do tańca pięć razy, a b. Ludmiłę dwa. Na co ta strzeliła focha i zaczęła jej to ostro wypominać. Następnego dnia spakowała się i wyjechała.

(frag. ,,Motyla noga – czyli pokręcone życie nastolatki")

Cieszę się, że u nas nie było takich trudności, byłoby trochę ciężko, moje babcie dzieli ponad 700km.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz