niedziela, 4 grudnia 2016

Demon sportu



Wczoraj był u nas koncert jednego z moich ulubionych artystów – Mesajah’a. Z tej okazji odwiedziła mnie Alicja. Sobotę rozpoczęłyśmy od mojego rytuału - pieczenia – w końcu robię to co weekend. Wciąż się nie znudziłam tymi ciasteczkami, więc nie zastanawiałam się jeszcze nad zwiększeniem różnorodności. Póki co wszystkim smakują!

A oto my – szczerzące się do jedzenia niczym Ewa Wachowicz. No a co! Jak tu się nie cieszyć, tworząc takie arcydzieła?
 

Skoro już jestem w temacie, opowiem więcej o HEALTHY zapędach bohaterów mojej książki.
Po ostatnim spotkaniu (którego fragment zamieściłam we wcześniejszym poście), tata Toli prędziutko wdrożył się w sport. I zaczął bardzo pracować nad formą. Bardzo, bardzo. W końcu – jak można być gorszym od szefa?
 25.10.12r.
16:00
Tata ogląda od samego rana zawody kolarskie wpieprzając popcorn. Gdy wróciłam ze szkoły powiedziałam:
 - Jeśli w ten sposób chcesz poprawić swoją formę, to wiedz, że ci się to nie uda.
Na co on odpowiedział z pełnymi ustami:
 - Nie pyskuj smarkulo, bo i tak ci się to nie uda!
[….]

18:15
Teraz gra w grę komputerową symulującą jazdę na rowerze. Jezu, zupełnie się nie rusza. Mam wrażenie, że wrósł w to krzesło, a jego nogi wpuściły korzenie w podłogę. Jak wstanie, przynajmniej będzie miał stabilizację pleców. I sześć nóg. Tata - krzesło.

26.10.12r.
15:14
Dzisiaj, gdy zeszłam rano na śniadanie, tata czekał na mnie zwarty i gotowy pod schodami w debilnym stroju (ale ku mojemu zdziwieniu, bez krzesła na plecach).
 - Wyglądasz jak wieśniak – skomentowałam, mierząc go wzrokiem.
 - Tola, mam prośbę – zignorował mój komentarz. - Weź mi pożycz rower.
[…] Trochę mi się zrobiło go szkoda. Wyglądał strasznie groteskowo. Biała opaska frotte na czole, a do tego zielona koszulka Adidasa niedbale wciśnięta w żółte, przyciasne spodenki. Miałam ochotę zrobić mu zdjęcie.


Ale nie no, naprawdę ćwiczył. Zaczął faktycznie codziennie jeździć na rowerze. A kiedy już w końcu się wybrali na tę wycieczkę, powrót okazał się spektakularny.

15:00
Tata wrócił. Słowa, które rzucił po wejściu do domu brzmiały:
 - To ja. Wasz mężczyzna. Wasz wspaniały mężczyzna. Lance Armstrong. Bez dopingu – dodał, reflektując się.
Po czym radośnie poczłapał do kuchni, wziął browara i zasiadł dumnie przed telewizorem. No tak. Demon sportu po prostu. A może jeszcze jednego browarka? W końcu wielkie bandziory są takie ponętne. Blee.


Tata ewidentnie pokochał kolarstwo. Proszę sobie z niego nie kpić. Przedtem nie był w stanie pokonać zaledwie 200 m, jednak mimo to, gdy się dowiedział, że ten cały pan Robert ogólnie kocha sport, nawet wykupił sobie karnet na siłownię.


Co więcej….

10.11.12r.
19:45
Moi rodzice odbyli dziś genialną rozmowę przy kolacji.
 - Emilio, mam propozycję po prostu nie do odrzucenia – zaczął tata.
 - Tak?
 - Wybrałabyś się z nami na siłownię?
 - Cha, cha, cha! Chyba kpisz! Żeby wyglądać tak jak ty teraz? Cała karminowa? Nigdy!
 - Naprawdę! Nie sądzisz, że to dobry pomysł? Mogłabyś wziąć ze sobą koleżankę… tę tam… yyy… Adelajdę… Albinę… Alfredę… czy inną Aldonę…
 - Maurycy! Chyba brak ci piątej klepki. Ja?! W tonach potu?! Wśród buzujących testosteronem mężczyzn?! – oburzyła się mama. - Jedyne na co mógłbyś mnie ewentualnie namówić to joga!
 - Świetny pomysł! Sektor z jogą też tam jest!

Mama cmoknęła z dezaprobatą i powiedziała, że musi się zastanowić. Ale tata tak jej truł dupę, że w końcu się zgodziła. Najlepsze, iż… wszystko uknuł. To był po prostu prezent na imieniny, o których zapomniał. Gdyby się nie zgodziła, nie miałaby prezentu.

 (frag. ,,Motyla noga – czyli pokręcone życie nastolatki")




2 komentarze: