sobota, 19 listopada 2016

Jedz i chudnij!



Zrobiłam dzisiaj z mamą ciasteczka owsiane do bursy, łudząc się, że są fit jak powietrze. Weekend w domu, a więc dieta od jutra. 


Bohaterka mojej książki… Ba! Nie tylko ona, bowiem jej mama i tata również miewają takie swoje zapędy na fit life. A tu odchudzanie, a tam trochę sportu. U Toli to już powoli kierowało nawet się w stronę lekkiej autodestrukcji…

21:00
Zaczęłam odchudzanie. Na kolację zjadłam pomidora.
Pomidor: 26 kcal.

03.11.12r.
12:30
Pozwoliłam sobie na małe co nieco. Wiem, że to złe, ale pokusa była zbyt wielka.
Liść sałaty: 1 kcal.

18:15
Ciągnęłam moją dietę. Zjadłam na obiad jednego ziemniaka.
1 ziemniak: 65 kcal.
Przeczytałam również gdzieś, że głód można zabić jedząc watę i popijając wodą.

18:20
Mmm… waciki… pycha…
Ciekawe czy tynk również jest jadalny…

Z kolei jej tata – Maurycy złapał ogromnego sportowego bakcyla po pewnym spotkaniu…

Przyszedł szef. Bardzo, bardzo poważny mężczyzna, z bardzo, bardzo poważnym wyrazem twarzy, w bardzo, bardzo poważnym garniturze. Za nim weszła bardzo, bardzo poważna kobieta. Widać było, że kompletna perfekcjonistka. Szczupła, idealnie ułożone włosy, cudna sukienka i dopasowana torebka.
[...]
Siedzieliśmy przy stole, rozmowa się nie kleiła… Śmiać mi się chciało z taty, który starał się na siłę podlizać. Gdy mama się zaczęła chwalić swoją poezją, pani Jagoda (tak na imię tej kobiecie), podniosła brwi do góry, odłożyła widelec i spytała:
 - Jest pani poetką?
 - Tak.
 - Aha - cmoknęła z sarkazmem.
[…]
Wszystko się zmieniło, gdy pan Robert spostrzegł rower za oknem. Spytał tatę o model, a gdy ten odpowiedział, zapytał:
 - Lubi pan wycieczki rowerowe?
Tata ucieszony, że wreszcie może się wypowiedzieć i do tego kogoś to interesuje, odpowiedział:
 - Tak! Bardzo! Oglądam codziennie zawody kolarskie w telewizji! Często jeżdżę z Tolą. Uwielbiam jeździć na świeżym powietrzu, nawet w mieście. Kocham wszystko, co związane z rowerem! To mój ulubiony sport.
Nic z tego co powiedział nie było prawdą. Mamy jeden rower, który jest MÓJ. Gdy mówiłam tacie, żeby sobie kupił, abyśmy razem jeździli, ten mnie spiorunował wzrokiem i powiedział, że nie ma zamiaru nigdzie zasuwać, skoro ma samochód. Do tego nigdy na oczy nie widział zawodów kolarskich. Jedyny ,,rower” w jego życiu to Land Rover -  stary grat, którego kocha, mimo, iż ten najprawdopodobniej pochodzi z epoki kamienia łupanego lub przynajmniej sprzed wojny. I nie, nie kocha świeżego powietrza, ale będzie zmuszony pokochać, gdy temu złomowi odpadnie dach ze starości.
Och, on jest taki żałosny, jak się stara komuś przypodobać.
Szef się w odpowiedzi lekko uśmiechnął i powiedział:
 - Cóż… tak się składa, że szukam kompana na wycieczki rowerowe. Kaja nigdy nie ma czasu, zaś żona nie podziela mojej fascynacji owym sportem.
Żona chyba niczym nie podziela fascynacji prócz dążenia do bycia nową Miss Polonia.
Dostrzegłam błysk paniki w oczach ojca i pomyślałam, że zmieni temat, ale nie:
 - Mógłbym w takim razie panu potowarzyszyć… - zaproponował cicho i bardzo delikatnie.
 - Wspaniale! A więc… za tydzień w sobotę mam wolny termin!
Spostrzegłam kątem oka lekkie niezadowolenie ojca.
 - No nie wiem… - cmoknął z dezaprobatą.
 - Jak to nie? – spytał zaskoczony szef.
 - No dobrze. Termin… idealny…
Cha, cha, cha, cha!!!
 - No tatuś, ty masz taką doskonałą kondycję! Zawsze gdy się ścigamy, jesteś pierwszy. Nie wiem jak ty to robisz. Przecież mam młode kości! - podkopałam tatę.
W tym momencie mama wybuchła śmiechem, a tata zdenerwowany takim obrotem sytuacji, wycedził z głupim uśmiechem:
 - Tola. Idź. Do. Pokoju.

(frag. ,,Motyla noga – czyli pokręcone życie nastolatki")

W każdym razie od tamtej pory, Maurycy stał się zapalonym fanem kolarstwa… i nie tylko. A mama? A mama to już przerosła wszystko i wszystkich. Ale o niej następnym razem.

1 komentarz:

  1. Yumy! Thanks for sharing ***
    Great blog! I'm following you! Follow back? <3
    Kisses
    http://omundodajesse.blogspot.pt/

    OdpowiedzUsuń