wtorek, 29 listopada 2016

Dlaczego nie umiemy już ze sobą rozmawiać tak jak dawniej?



Zeszły tydzień udowodnił mi (zresztą nie po raz pierwszy), że jestem urodzoną królową wtop wszelkiej maści. Zapominanie wszystkiego co tylko ważne, zagapianie się, spóźnianie się na próbną maturę, wyrzucenie karteczek na żywność i wiele, wiele innych. Nie jestem z tego dumna, ale takie historie niestety zapełniają mi każdy dzień. Do masy z nich się już nawet nie przyznaję.
Przynajmniej niedziela była przyjemna. Wystawiliśmy w MDKu po niemal dwóch latach prób sztukę pt. ,,Dlaczego nie umiemy rozmawiać tak jak dawniej?”. Uważam, że wyszło naprawdę dobrze. Spektakl został oparty na motywach dramatu ,,Męczennicy”  Mariusa von Mayenburga. Opowiada o 17-letnim Benjaminie, który zaczyna się fanatycznie interesować mądrością zawartą w Biblii, co zaczyna z czasem przeradzać się w spore problemy.
Grałam Lydię, dziewczynę Benjamina.


















poniedziałek, 21 listopada 2016

Goła baba

Wczoraj z Anią i Olą miałyśmy przyjemność bycia garderobianymi pani Joanny Szczepkowskiej podczas występu pt. ,,Goła baba" w MDKu, w Człuchowie. Mogłyśmy obejrzeć spektakl, a w połowie występu pomagałyśmy się Pani przebrać. Miałyśmy też położyć walizkę z butami za kulisami, gdyż był to rekwizyt. Pod koniec występu posłała nam parę spojrzeń i zaczęła chodzić w jedną i w drugą stronę. O matko, ale się przestraszyłyśmy! Okazało się jednak, że tylko pomyliła w którą stronę są kulisy. A już naprawdę się bałyśmy, że coś pomotałyśmy! 

Jeden taki pan pracujący przy spektaklu był niesamowity. Spóźnił się godzinę.  Zachowywał się jak gwiazda. Pani powiedziała, że musi coś zjeść przed występem. Dostała odpowiedź:
 - A czy Pani jest tu w ogóle potrzebna jeszcze?
Nie :)

Miałyśmy okazję przez chwilę porozmawiać, nawet dostałyśmy parę rad. Muszę powiedzieć, że to naprawdę ciepła i serdeczna osoba. Oczywiście również utalentowana, występ nam się bardzo podobał,. Szkoda, że publiczność zostawiła wiele do życzenia. Ciągle było słychać zewsząd szeleszczenie, mlaskanie i  rozmowy. Aż głupio.
W każdym razie, najbardziej chyba nas urzekł fakt, że Pani Joanna zagrała dwie artystki. Były one przy tym kompletnie nie do rozróżnienia. Jeśli ktoś więc jeszcze nie widział (wystawiany od 1997r.), gorąco polecam, bo i pośmiać również się idzie!


sobota, 19 listopada 2016

Jedz i chudnij!



Zrobiłam dzisiaj z mamą ciasteczka owsiane do bursy, łudząc się, że są fit jak powietrze. Weekend w domu, a więc dieta od jutra. 


Bohaterka mojej książki… Ba! Nie tylko ona, bowiem jej mama i tata również miewają takie swoje zapędy na fit life. A tu odchudzanie, a tam trochę sportu. U Toli to już powoli kierowało nawet się w stronę lekkiej autodestrukcji…

21:00
Zaczęłam odchudzanie. Na kolację zjadłam pomidora.
Pomidor: 26 kcal.

03.11.12r.
12:30
Pozwoliłam sobie na małe co nieco. Wiem, że to złe, ale pokusa była zbyt wielka.
Liść sałaty: 1 kcal.

18:15
Ciągnęłam moją dietę. Zjadłam na obiad jednego ziemniaka.
1 ziemniak: 65 kcal.
Przeczytałam również gdzieś, że głód można zabić jedząc watę i popijając wodą.

18:20
Mmm… waciki… pycha…
Ciekawe czy tynk również jest jadalny…

Z kolei jej tata – Maurycy złapał ogromnego sportowego bakcyla po pewnym spotkaniu…

Przyszedł szef. Bardzo, bardzo poważny mężczyzna, z bardzo, bardzo poważnym wyrazem twarzy, w bardzo, bardzo poważnym garniturze. Za nim weszła bardzo, bardzo poważna kobieta. Widać było, że kompletna perfekcjonistka. Szczupła, idealnie ułożone włosy, cudna sukienka i dopasowana torebka.
[...]
Siedzieliśmy przy stole, rozmowa się nie kleiła… Śmiać mi się chciało z taty, który starał się na siłę podlizać. Gdy mama się zaczęła chwalić swoją poezją, pani Jagoda (tak na imię tej kobiecie), podniosła brwi do góry, odłożyła widelec i spytała:
 - Jest pani poetką?
 - Tak.
 - Aha - cmoknęła z sarkazmem.
[…]
Wszystko się zmieniło, gdy pan Robert spostrzegł rower za oknem. Spytał tatę o model, a gdy ten odpowiedział, zapytał:
 - Lubi pan wycieczki rowerowe?
Tata ucieszony, że wreszcie może się wypowiedzieć i do tego kogoś to interesuje, odpowiedział:
 - Tak! Bardzo! Oglądam codziennie zawody kolarskie w telewizji! Często jeżdżę z Tolą. Uwielbiam jeździć na świeżym powietrzu, nawet w mieście. Kocham wszystko, co związane z rowerem! To mój ulubiony sport.
Nic z tego co powiedział nie było prawdą. Mamy jeden rower, który jest MÓJ. Gdy mówiłam tacie, żeby sobie kupił, abyśmy razem jeździli, ten mnie spiorunował wzrokiem i powiedział, że nie ma zamiaru nigdzie zasuwać, skoro ma samochód. Do tego nigdy na oczy nie widział zawodów kolarskich. Jedyny ,,rower” w jego życiu to Land Rover -  stary grat, którego kocha, mimo, iż ten najprawdopodobniej pochodzi z epoki kamienia łupanego lub przynajmniej sprzed wojny. I nie, nie kocha świeżego powietrza, ale będzie zmuszony pokochać, gdy temu złomowi odpadnie dach ze starości.
Och, on jest taki żałosny, jak się stara komuś przypodobać.
Szef się w odpowiedzi lekko uśmiechnął i powiedział:
 - Cóż… tak się składa, że szukam kompana na wycieczki rowerowe. Kaja nigdy nie ma czasu, zaś żona nie podziela mojej fascynacji owym sportem.
Żona chyba niczym nie podziela fascynacji prócz dążenia do bycia nową Miss Polonia.
Dostrzegłam błysk paniki w oczach ojca i pomyślałam, że zmieni temat, ale nie:
 - Mógłbym w takim razie panu potowarzyszyć… - zaproponował cicho i bardzo delikatnie.
 - Wspaniale! A więc… za tydzień w sobotę mam wolny termin!
Spostrzegłam kątem oka lekkie niezadowolenie ojca.
 - No nie wiem… - cmoknął z dezaprobatą.
 - Jak to nie? – spytał zaskoczony szef.
 - No dobrze. Termin… idealny…
Cha, cha, cha, cha!!!
 - No tatuś, ty masz taką doskonałą kondycję! Zawsze gdy się ścigamy, jesteś pierwszy. Nie wiem jak ty to robisz. Przecież mam młode kości! - podkopałam tatę.
W tym momencie mama wybuchła śmiechem, a tata zdenerwowany takim obrotem sytuacji, wycedził z głupim uśmiechem:
 - Tola. Idź. Do. Pokoju.

(frag. ,,Motyla noga – czyli pokręcone życie nastolatki")

W każdym razie od tamtej pory, Maurycy stał się zapalonym fanem kolarstwa… i nie tylko. A mama? A mama to już przerosła wszystko i wszystkich. Ale o niej następnym razem.

niedziela, 13 listopada 2016

Relaks, siła, moc!



Ten tydzień to ja już chyba przespałam na jawie. Nie wiem co mi jest, ale egzystuję niczym żywy trup. Zapadam powoli w zimowy letarg. Wstaję rano kompletnie nietrzeźwa (nie, to nie jest żaden syndrom dnia poprzedniego) i w 99% przypadkach z rozmachem obijam się w drodze do łazienki o szafę, krzesła i stół. Rzecz jasna, przy maksymalnej dyskrecji, w końcu nie chcę nikogo obudzić. No i kiedy już dotrę do tej łazienki, bardzo długo nie mogę otworzyć oczu,. Co mi jest?
Wtorek co prawda okazał się zaskakującym wyjątkiem. Miałam bardzo bujny, wesoły dzień, wszystko mnie bawiło – samo z siebie i ogólnie się miałam cudownie (Haha,hihihi,hahaha...... Haha... HihihihihiHaaaa...).
Jednak w środę to wszystko ze mnie wyciekło. Pod koniec zajęć lekcyjnych mocno walczyłam ze sobą, a raczej ze swoimi oczami, które się kleiły, a przecież nie wypada tak zasnąć na lekcji, będąc na widoku. Podtrzymywałam powieki, tarłam je, klepałam się po twarzy. Miałam wręcz ochotę zastosować bardziej radykalne metody, jak np.



Kiedy siedziałam trzymając powieki i tak po chwili orientowałam się, że odpływam. Gdybym tam tak siedziała dłużej, to bym usnęła i z otwartymi oczami.
Po lekcjach poszłam na prawo jazdy. Pani puściła filmik. Po 6-u minutach wpadłam w objęcia Morfeusza. Zostałam obudzona, kiedy się skończył. Pani mnie ostrzegła, że to niebezpieczne -  tak spać na siedząco. Nie wiem, czy niebezpieczne, ale nawet w nocy mi się tak dobrze nie spało jak tam. Słowo daję.

No a ja naprawdę już robię co mogę. Co prawda nie daję rady chodzić spać wcześniej niż o 22:00, bo wcześniej jest straszny harmider i hałas w bursie. Ale od 22:00 do 6:00 jednak powinnam się mimo wszystko wyspać!
Czasem piję kawę, ale dopiero po szkole. Rano nie. Nie piję więcej niż jednej dziennie, bo mi się potem ręce trzęsą jak u paralityka. Więc rano wolę nie marnować szansy na wypicie tej jednej kawy w ciągu dnia. Szkoda, że po szkole zazwyczaj mi się odechciewa.
Nawet ćwiczyć zaczęłam wieczorami. Staram się wzmocnić moje wiotkie ramiona i inne tak samo wiotkie partie ciała. Tak, to jest dobre. Endorfiny, relaks, siła, moc. Tylko mocniej usypia. Im bardziej macham rękami, tym bliżej łóżka jestem.

Wczoraj mieliśmy imprezę – 3 w 1. Obchodziliśmy na dyskotece urodziny Babci i Dziadka oraz moje imieniny. Moja Babcia ma duszę nastolatki, więc proszę sobie nie myśleć! Upiekłam tort.  Dobrze, że przed włożeniem do pieca spróbowałam jeszcze masy, bo okazało się, że kompletnie zapomniałam o cukrze.